Zagraniczna myśl szkoleniowa

Euro 2020.

Działacze sportowi w naszym kraju, coraz chętniej sięgają po trenerów zza granicy. Jest to rozwiązanie logiczne i słuszne, patrząc po wynikach, które osiągają nasze reprezentacje. Jednak podpisanie kontraktu przez zagranicznego szkoleniowca wiąże się z pojawieniem sporych kontrowersji ze strony rodzimych trenerów, którzy czują się oszukani. Jest to podejście, co najmniej, dziwne.

27 listopada 2006, 14:23..

| Aktualizacja 27 listopada 2006, 14:24.

Pierwszym głośnym zjawiskiem na płaszczyźnie sportu w wydaniu reprezentacyjnym było podpisanie kontraktu z austriackimi trenerami skoków narciarskich Heinzem Kuttinem i Stefanem Horngacherem. Kutin początkowo zajął się szkoleniem młodzieży. I tutaj osiągał wielkie sukcesy, wystarczy wspomnieć o dwóch medal na mistrzostwach świata juniorów – srebrnym w drużynie i złotym indywidualnie Mateusza Rutkowskiego. Po sezonie działacze PZN zaproponowali mu pracę z pierwszą reprezentacją. Jednak już z kadrą A sukcesów nie było, Kutin nie zdołał sprawić powrotu Adama Małysza do wielkiej formy, a to był jeden z głównych celów. Szkoleniowiec z Austrii, na dodatek złego, okazał się człowiekiem niezwykle konfliktowym, nie poradził sobie z konstruktywną krytyką i cieniem Apoloniusza Tajnera, który cały czas unosił się nad polską kadrą. Natomiast Horngacher, który po Kutinie zaopiekował się młodymi skoczkami i kilku z nich wypromował do kadry A, nie skorzystał po sezonie 2005/06 z możliwości objęcia pierwszego garnituru polskich skoków i wrócił do swojej ojczyzny. Szkoleniem naszych skoczków ponownie zajął się trener zza granicy, ale tym razem klucz wyboru na to lukratywne stanowisko był inny. Działacze z Polskiego Związku Narciarskiego postawili na wiedzę i doświadczenie, a tych dwóch cech na pewno nie brakuje 60-letniemu Finowi Hannu Lepistoe. Wystarczy prześledzić, z jakimi zawodnikami w przeszłości pracował, zaczynając od Matti’ego Nykaenena, a na Janne Ahonenenie kończąc. Wielką zaletą Lepistoe jest to, że potrafi skutecznie pracować z młodzieżą, to on jest odkrywcą talentów Thomasa Morgensterna, Floriana Liegla, Andreasa Koflera oraz Christiana Nagillera. Podopieczni Hannu Lepistoe zawsze należeli do czołówki Pucharu Świata, byli liczącymi się zawodnikami na mistrzostwach świata i igrzyskach olimpijskich, gdzie święcili wielkie triumfy indywidualnie, jak i w drużynie. Również w najbardziej popularnej dyscyplinie sportowej, za jaką uchodzi w naszym kraju piłka nożna, zdecydowano się na zagraniczną myśl szkoleniową. Prezes PZPN Michał Listkiewicz, po nieudanych mistrzostwach świata, na których podopieczni Pawła Janasa nie wyszli nawet z grupy, na trenera “biało-czerwonych” nominował Holendra Leo Beenhakkera. Tak samo jak w przypadku Hannu Lepistoe, Beenhakker to trener z najwyższej półki. Wystarczy wspomnieć, że był selekcjonerem swojej rodzimej reprezentacji (i to dwukrotnie), a także prowadził narodowe drużyny Arabii Saudyjskiej, Trynidadu i Tobago. W piłce klubowej również nie jest anonimowym człowiekiem – trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Holandii oraz Hiszpanii, pracował w takich klubach, jak Real Madryt, Ajax Amsterdam, czy też Feyenoord Rotterdam. Zaczynając przygodę z reprezentacją Polski miał tylu przeciwników, co zwolenników. Racje tych pierwszych miały prawo bytu w dwóch pierwszych spotkaniach pod wodzą Holendra, gdzie Polska zanotowała dwie gładkie porażki – towarzysko z Danią 0:2 i o punkty w eliminacjach do mistrzostw Europy z Finlandią 1:3. Jednak od trzech meczów ekipa Beenhakera jest niepokonana, a szczególnie spektakularne zwycięstwo z Portugalią 2:1, i to w spotkaniu o punkty, pokazuje, że jest to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Skoki narciarskie i piłka nożna to nie jedyni przedstawiciele zagranicznej myśli szkoleniowej w reprezentacjach Polski. Również męską drużynę siatkarzy, od dwóch lat, prowadzi trener zagraniczny. Po średnim wyniku na olimpiadzie w Atenach trenera Stanisława Gościniaka zastąpiła prawdziwa trenerska sława – Raul Lozano. Argentyńczyk wcześniej pracował m.In. W lidze włoskiej, gdzie sięgał po najwyższe laury, od sukcesów krajowych po międzynarodowe. Jego dokonania docenili także dziennikarze “La Gazzetta dello Sport”, uznając go najlepszym trenerem we Włoszech 2004 roku. Największym, do tej pory, sukcesem polskiej kadry pod wodzą Lozano było zajęcie czwartego miejsca w Lidze Światowej. W tym roku polscy siatkarze celują w medal mistrzostw świata, a dotychczasowe mecze japońskiego mundialu zdają się potwierdzać te oczekiwania, wystarczy prześledzić bilans: siedem zwycięstw, stosunek setów: 21:0. Zagraniczna myśl szkoleniowa w Polsce jak na razie zdaje trudny egzamin. Wiadomo wszak, że Polska to specyficzny kraj, gdzie “obcym” trenerom trudno zrozumieć nasze realia, a także w dużej mierze przyjąć na siebie lawinę krytyki ze strony swoich polskich “kolegów”. Oczywiście nagonka ta jest, co najmniej dziwna, bo gdyby ci panowie byli lepiej przygotowani do swojej pracy nie było by potrzeby ściągać do Polski zagranicznej myśli szkoleniowej, a tak przynajmniej szczególnie młodzi trenerzy z nad Wisły mają okazje poznać tajniki profesjonalnej pracy, a to jest bardzo ważny argument, który potwierdza tezę nowej tendencji w naszym sporcie. Michał Dudek.

Explore more:  PHL: pierwszy skalp dream teamu z Krynicy

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

27 listopada 2006, 14:23..

Bài viết được đề xuất