Małysz po Dakarze: Myślałem, że głowa mi eksploduje

Małysz po Dakarze: Myślałem, że głowa mi eksploduje

Rajdy Samochodowe.

Były skoczek narciarski po raz czwarty ukończył rajd Dakar, tym razem na 52. Pozycji (28 godzin straty do zwycięzcy). Na trasie przeszedł przez prawdziwe piekło, ale chce wystartować za rok.

18 stycznia 2016, 22:14..

| Aktualizacja 18 stycznia 2016, 22:22.

Adam Małysz
Adam Małysz (Foto: newspix.pl)

MACIEJ STOLARCZYK: Potworny ból głowy, spadek ze skarpy, awarie. Miał pan tyle przygód na Dakarze, że wypada zapytać, czy wrócił pan do Polski w jednym kawałku?

ADAM MAŁYSZ: Stoję tutaj, to znaczy, że jest w porządku. Ale jestem bardzo zmęczony, takiego rajdu jeszcze nie miałem. Gdy z Xavierem (Panserim, pilotem – przyp. Red.) Mówiliśmy, że gorzej już nie będzie, to następnego dnia… Było gorzej. Zabrakło nam tylko jednego elementu, czyli szczęścia. To jest nie do pomyślenia, ile pecha mieliśmy w tym roku. Ale dojechaliśmy do mety, to najważniejsze.

Który etap był najtrudniejszy?

ADAM MAŁYSZ: Problemy się nawarstwiały, więc nie da się tego podzielić. Zaczęło się od awarii sprzęgła, z powodu której straciliśmy kilka godzin. To oznaczało, że następnego dnia jechaliśmy w koleinach i w kurzu ciężarówek, samochód jeszcze bardziej dostał w kość. I tak bez przerwy, pech za pechem. Nawet na przedostatnim etapie, gdy wydawało się, że jest już łatwiejsza trasa, rozpadło nam się łożysko i musieliśmy wymienić całą piastę. Straciliśmy cztery godziny, a na dodatek Xavier źle się czuł. Był odwodniony i złapał jakiegoś wirusa. Wydawało mi się, że będę wzywał helikopter i się wycofamy.

Explore more:  Łomża Vive Kielce - HBC Nantes. Liga Mistrzów. Zapowiedź meczu piłka ręczna

Pan też miał problemy ze zdrowiem.

ADAM MAŁYSZ: Na wysokości 4700 m n.P.M. Myślałem, że eksploduje mi głowa. Bardzo starałem skupić się na drodze, ale nie byłem w stanie. Gdy samochód wjeżdżał w dziurę, miałem wrażenie, że z tej głowy zaraz coś mi wypadnie. Raz zatrzymaliśmy się na wysokości, żeby naprawić urwany przód. Tak mi się tam kręciło w głowie, że gdyby nie karetka z tlenem, to nie wiem, jakby się skończyło.

Po takich przejściach myślał pan „nigdy więcej Dakaru?”.

ADAM MAŁYSZ: Aż tak to może nie, ale chwilami myślałem, że wycofamy się z rajdu. Dostawaliśmy potężnie w kość i można było zwątpić.

Za rok wróci pan do Ameryki Południowej?

ADAM MAŁYSZ: Mam nadzieję, ale zobaczymy, jak to wyjdzie ze sponsorami. Jeśli wszystko będzie w porządku, to walczymy dalej.

Jakie wnioski sprzętowe przywiózł pan z Dakaru? Startował pan wcześniej Toyotą, Buggy, a teraz Mini i mimo bardzo dobrych opinii tegoroczny samochód sprawił wam sporo problemu.

ADAM MAŁYSZ: Zespół X-Raid, który przygotowuje Mini, uchodzi za jeden z najlepszych. Nie mam im nic do zarzucenia, mechanicy spisywali się bardzo dobrze. Nasze problemy wynikały bardziej z pecha i tego, że jedne kłopoty pociągały za sobą następne.

Co pozytywnego wyciągnie pan z tak trudnego Dakaru?

ADAM MAŁYSZ: Doświadczenie. Aby go nabrać, najpierw musisz dostać w kość. Dzięki temu umiesz sobie radzić w najtrudniejszych sytuacjach, a mniejszymi problemami przestajesz sobie zawracać głowę.

Małysz: Żeby rywalizować w czołówce Dakaru trzeba mieć przede wszystkim szczęście.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

18 stycznia 2016, 22:14..

Explore more:  Flesz Ekstraklasy #27 - Radość Arki, rozpacz w Bielsku-Białej

Recommended Articles