Justyna Kowalczyk po operacji: “Już powoli się ruszam!”

Justyna Kowalczyk po operacji: "Już powoli się ruszam!"

Biegi narciarskie.

Problem istniał od czerwca. Gdybym wtedy zdecydowała się na zabieg, cały Puchar Świata miałabym z głowy. Podjęłam świadomą decyzję, wiedziałam co robię – mówi nam Justyna Kowalczyk.

22 marca 2012, 05:55..

| Aktualizacja 22 marca 2012, 05:56.

Przegląd Sportowy: W jakim stanie, kilkadziesiąt godzin po operacji, jest pani kolano?

Justyna Kowalczyk: Tylko proszę, nie rozmawiajmy o szczegółach, bo tych na razie nie znam. Czuję się jak… Po zabiegu. Jest dobrze. Wszyscy mi tu mówią, że moje kolano wygląda naprawdę nieźle.

Jak wyglądał z pani perspektywy dzień zabiegu? Wiem tylko, że była pani… Głodna.

Justyna Kowalczyk: Za mną były dwie trudne noce. Pierwsza jeszcze w Falun, a później, już po przyjeździe, bardzo późnym wieczorem miałam rezonans magnetyczny. Przed tym wszystkim, we wtorek dosyć długo spałam. Koło jedenastej czy dwunastej przeprowadzano operację. Wieczorem przyjechał do mnie trener Aleksander Wierietielny i był długo, przychodził też doktor Robert Śmigielski, który wykonał operację. Byli inni ludzie, którzy się mną zajmowali, więc jakoś czas minął, właściwie mogę powiedzieć, że całkiem miło. Wieczorem we wtorek kolano trochę bolało, ale w środę rano było znowu lepiej. Poza tym jeden z rehabilitantów pomógł mi się „spionizować” i jakoś mogę się już poruszać.

Doktor Śmigielski mówił, że podczas artroskopii miała pani widok na monitor i mogła wszystko śledzić, ale nie była pani tym za bardzo zainteresowana.

Explore more:  Natalia Kaczmarek

Justyna Kowalczyk: Wiem, że dostałam taką możliwość, ale prosiłam panią anestezjolog, żeby mnie zachowywała w stanie snu. Jakoś nie interesowało mnie to, co się dzieje w środku mojego kolana. Nie czułam takiej potrzeby.

Ile trwał zabieg?

Justyna Kowalczyk: Nie miałam zegarka i nie kontrolowałam tego, ale czytałam na pasku jakiejś stacji informacyjnej, że pięćdziesiąt pięć minut.

Doktor Robert Śmigielski wytłumaczył pani wszystkie czynności, jakie wykonywał w trakcie zabiegu?

Justyna Kowalczyk: Tak, mam oczywiście całą wiedzę na temat tego, co zrobił doktor. O szczegóły jednak lepiej pytać jego niż mnie.

Teraz już pani może stanąć, ale rozumiem, że noga jest ciągle sztywna.

Justyna Kowalczyk: O tak! Jeszcze długo będzie w stabilizatorach. A stoję rzeczywiście, ale na dwóch kulach. I tak się cieszę, bo najważniejsze, że się powoli ruszam.

Ile czasu spędzi pani w szpitalu?

Justyna Kowalczyk: Wszystko zależy od tego jak kolano będzie się goiło, a ostateczną decyzję podejmie doktor i rehabilitanci. Ja się podporządkowuję ich decyzjom.

Nie wydarzyło się nic, co mogłoby panią zaskoczyć?

Justyna Kowalczyk: O co chodzi w tym zabiegu, dokładnie mi wcześniej wytłumaczono. Teraz robimy wszystko po kolei, krok po kroku.

A co dalej?

Justyna Kowalczyk: Próbuje pan robić ciekawy temat, kiedy nic ciekawego się nie dzieje? (Śmiech) Co ja mogę powiedzieć o zabiegu? Na pewno to, że znam się lepiej na bieganiu na nartach. W środę miałam już lekki masaż i tak powoli będziemy szli naprzód. Rehabilitant próbował mi już troszeczkę zginać nogę i pewnie dzień po dniu będziemy próbowali robić z nią więcej czynności, ale ja naprawdę się na tym nie znam. Nigdy wcześniej nie miałam takiej operacji.

Explore more:  MŚ: Powtórki wyeliminują przekręty!

W sezonie była pani ciągle w ruchu. Jeśli nie biegała, to przemieszczała się z pucharowych zawodów na zawody. Wiem, że nie lubi pani bezruchu. Jak więc nasza najlepsza narciarka znosi leżenie?

Justyna Kowalczyk: Za bardzo go nie lubię, faktycznie, ale miałam trochę czasu, żeby się do tego przygotować. Przekonałam się, że tak po prostu ma być. Robię teraz to, co muszę i nie rozczulam się nad tym, czy leżę czy siedzę. Podporządkowuję się.

Od dawna wiedziała pani, że operacja jest konieczna. Cieszy się pani, że to już „po bólu”?

Justyna Kowalczyk: Bardzo, naprawdę bardzo. Kilka miesięcy treningów i startów z kontuzją były męczące, ale z drugiej strony bardzo chciałam rywalizować. Fajnie, że dobiegałam do końca sezonu z tak dobrym wynikiem. Teraz przyszedł czas, żeby zająć się swoim zdrowiem.

Gdyby mogła pani cofnąć czas, jeszcze raz dokończyłaby pani sezon czy wcześniej położyła się na stole?

Justyna Kowalczyk: Oczywiście, że wybrałabym bieganie. Problem istniał od czerwca. Gdybym wtedy zdecydowała się na zabieg, cały Puchar Świata miałabym z głowy. Podjęłam świadomą decyzję, wiedziałam co robię, rozmawiałam z lekarzem i zdawałam sobie sprawę z wszystkich konsekwencji. Niczego nie żałuję, bo i czego miałabym?

Co teraz wypada pani z przygotowań do przyszłego sezonu i kiedy chcecie zacząć normalne treningi?

Justyna Kowalczyk: Na razie niczego nie zakładamy, najważniejsze jest to, żeby wszystko się zagoiło. Nie ma żadnego nakręcania, że muszę zrobić to czy tamto, wyjechać tego czy tamtego dnia na trening. Chcę wrócić do zdrowia, a kiedy dostanę zielone światło od doktora Śmigielskiego, zacznę przygotowania. Oczywiście, na początku prawdopodobnie nie będę mogła wykonywać pewnych ćwiczeń. Muszę działać spokojnie. Już tyle rzeczy zrobiłam w życiu na siłę, że kolejnych nie chcę.

Explore more:  1. liga: Spadek Rozwoju, ciasno na dole tabeli

≫> Justyna Kowalczyk: Walka z wiatrakami mi się znudziła.

≫> Ile zarabia Justyna Kowalczyk?

Nie chcemy krakać czy szukać problemów tam, gdzie pewnie ich nie ma, ale jak wygląda pani drugie kolano?

Justyna Kowalczyk: Bardzo dobrze. Szczupłe, fajnie się rusza, szybko biega, jest dobrze (śmiech). Od czerwca przejęło wiodącą rolę i gdyby miało się przeciążyć, to już coś by się stało. Oprócz tego, co właśnie zostało „nareperowane”, nie widać w moim ciele jakichś żadnych większych zgrzytów.

≫> Rusza bank… Kobiecego mleka!

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

22 marca 2012, 05:55..

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet.

Bài viết được đề xuất