Juskowiak: Skupmy się najpierw na wyeliminowaniu Bragi

Ekstraklasa.

W czwartkowej konfrontacji ze Sportingiem Braga faworytem jest Lech. Szansy na sukces upatruję przede wszystkim w słabości rywala – mówi były snajper “Kolejorza”, Andrzej Juskowiak.

16 lutego 2011, 09:12..

| Aktualizacja 16 lutego 2011, 09:13.

Kiedy po raz ostatni polska drużyna klubowa dostarczyła nam wiosennych wzruszeń na arenie międzynarodowej? Bardzo dawno – 20 lat temu. W marcu 1991 roku warszawska Legia wyrzuciła za burtę Pucharu Zdobywców Pucharów (nie istniejącego już) Sampdorię Genua, która broniła tego trofeum i finiszowała po mistrzostwo Włoch. Ekipa z Łazienkowskiej awansowała do półfinału rozgrywek. Tam poległa w starciu z Manchesterem United, zwycięzcą całej edycji…

– Dlaczego wtedy się udało? – Pytamy Andrzeja Juskowiaka, ligowego króla strzelców sezonu 1989/90 w barwach Lecha i najlepszego snajpera igrzysk olimpijskich Barcelona ’92.

– Legia sprzed dwóch dekad prezentowała na boisku odpowiednią jakość, więc to się musiało udać – tym bardziej, że talentem egzekutora błysnął Wojtek Kowalczyk. Oczywiście potrzebne też było trochę szczęścia, przebiegłości, boiskowego cwaniactwa. Łatwo się dzisiaj mówi. Ale to była już przecież faza pucharowa, dwumecz, a nie potyczki w grupie, gdzie zawsze da się coś nadrobić następnym meczem. A przeciwnik? Z samego szczytu Serie A.

– Dlaczego nie udało się nigdy później?

– To przykra sprawa. Być może za często i za głośno powtarzano, że wszystko idzie ku dobremu. Mówiono, że gonimy Europę, a tak naprawdę ona uciekała nam jeszcze szybciej. Dystans do najlepszych traciliśmy z roku na rok. Dopiero ostatnio trochę przyspieszyliśmy kroku. Dzisiaj wyrównany skład, szeroka kadra, to podstawa sukcesu. Doskonale wiedzą o tym kluby z krajów piłkarsko rozwiniętych. Tam nikt nie ma miejsca w wyjściowej jedenastce tylko dlatego, że jest powoływany do reprezentacji kraju. Gra tylko wtedy, jeśli jest naprawdę dobry. Nie ma słabych ogniw. A u nas? Polskie drużyny nie są w stanie zatrzymać swoich czołowych zawodników. Po każdym okienku transferowym robią się luki, których nie da się zapełnić z dnia na dzień.

Explore more:  Juras: "Jędrzejczyk nie powalczy z Rondą Rousey. Dla UFC to żaden biznes"

– Nic nie przemawia za tym, że Lech zagra niebawem z Liverpoolem?

– Tu akurat widzę sporą szansę na realizację dobrego scenariusza. Ale upatruję jej przede wszystkim w słabości portugalskiego rywala. W niedzielę oglądałem mecz Bragi z FC Porto, przegrany 0-2. W tym sezonie był to jeden z najsłabszych występów piłkarzy Sportingu – mieli problemy z płynnością gry, nie radzili sobie w defensywie, a ich bramkarz mijał się z piłką przy dośrodkowaniach. Na dodatek zespół został dotknięty plagą kontuzji. Tymczasem Lech jesienią pokazał, że w Lidze Europy potrafi się wznieść na wyżyny. I dlatego jest dla mnie faworytem pierwszego meczu.

– Twierdzi pan tak również z uwagi na zimowe transfery „Kolejorza”?

– Niekoniecznie. Największym wzmocnieniem poznańskiej drużyny będzie Rafał Murawski, ale akurat on w tym sezonie nie może już grać w europejskich pucharach. Gry sparingowe pokazały, że trener Bakero nie jest jeszcze przekonany do zawodników, którzy dołączyli do zespołu niedawno. Sądzę, że postawi na tych piłkarzy, których zna i którzy nie zawiedli go w poprzedniej rundzie.

– Brak Sławomira Peszki będzie widoczny?

– Z początku na pewno tak. Z czasem jednak ciężar prowadzenia gry ofensywnej rozłoży się na trzech lub czterech zawodników. Gdy odchodził Robert Lewandowski, też był płacz i lament. Przekonywano, że to już koniec świetnej ekipy, i że o zwycięstwach nie ma mowy. A jednak wszystko sprawnie funkcjonowało nadal, mimo że król strzelców polskiej ekstraklasy nie mógł już pomóc. Przyszedł Łotysz Artjoms Rudnevs i to on zaczął zdobywać najważniejsze bramki. W pierwszej części tego sezonu poznaniacy atakowali głównie prawą stroną, gdzie szarżował Peszko, a za sobą miał jeszcze Marcina Kikuta. Może nie każdy wie, ale w Lechu to właśnie ten piłkarz zanotował jesienią najwięcej asyst. To o czymś świadczy, bo mówimy przecież o obrońcy.

Explore more:  Kabaret dziadków

– Akcje najczęściej wykańczał Rudnevs. Wierzył pan, że Lech zdoła go zimą zatrzymać u siebie?

– O to byłem spokojny. I latem też powinien zostać przy Bułgarskiej, bo to dla niego nie będzie jeszcze dobry czas na przeprowadzkę do silnej ligi. Nie wiem tylko, jak skonstruowany jest jego kontrakt. Być może jeśli pojawi się ktoś, kto wyłoży na stół trzy albo cztery miliony euro, to w ogóle nie będzie rozmowy. Piłkarz będzie mógł się spakować i wyjechać. Wiem, że Artjoms marzy o Bundeslidze, ale musi pamiętać, że to zupełnie inny poziom rywalizacji. Widać to doskonale na przykładzie „Lewego”, który z początku miał problemy, by przebić się do wyjściowego składu Borussii Dortmund. Nie wystarczy strzelić 20 goli w lidze polskiej, by z marszu to samo uczynić na trudniejszym gruncie…

– Ale wystarczy pokonać cztery razy bramkarza Juventusu, by znaleźć się pod obserwacją wielkich i bogatych. Jeśli Rudnevs taki sam numer zrobi w konfrontacji z Liverpoolem…

– Wszystko możliwe. Ale skupmy się najpierw na wyeliminowaniu Bragi. Nie zaszkodzi jednak już teraz zadać pytanie włodarzom Lecha, czy mają przygotowany wariant awaryjny na wypadek pożegnania Rudnevsa. Pamiętamy, że latem dołączył do zespołu bardzo późno. Gdyby pojawił się wcześniej, prawdopodobnie „Kolejorz” byłby dzisiaj w zupełnie innym miejscu…

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

Źródło:PrzegladSportowy.Pl.

Data utworzenia:.

16 lutego 2011, 09:12..

Bài viết được đề xuất