Bobsleje: nowy rozpychający w polskiej kadrze marzy o igrzyskach

Bobsleje: nowy rozpychający w polskiej kadrze marzy o igrzyskach

Bobsleje i sanki.

Paweł Sarnecki: chciałbym jako bobsleista pojechać na zimowe igrzyska

Choć bobsleje to w Polsce dyscyplina niszowa, to cały czas się rozwija i zdobywa nowych fanów. Po ostatnich mistrzostwach Europy i szóstej pozycji “dwójki” w Koenigsee pojawiła się nadzieja na kolejne dobre występy. Pochodzący z Krakowa rozpychający Paweł Sarnecki opowiada, skąd znalazł się w kadrze bobsleistów, jakie perspektywy rysują się przed Biało-Czerwonymi, a także… Czy da się pogodzić tę dyscyplinę z graniem w futbol amerykański.

Paweł Sarnecki
Paweł Sarnecki (Foto: Wojciech Figurski / newspix.pl / newspix.pl)
  • Polska załoga zajęła 13. Miejsce w mistrzostwach Europy w bobslejach w Koenigsee.
  • Dla rozpychającego Pawła Sarneckiego był to debiut na imprezie tej rangi.
  • Sarnecki marzy o wyjeździe na igrzyska olimpijskie, a uprawianie bobslejów łączy z grą w futbol amerykański.
  • Jak to się stało, że lekkoatleta z Krakowa został bobsleistą? – Na uczelni, kiedy byłem na zajęciach, przechodząc po korytarzu, zobaczyłem plakat z ogłoszeniem naboru i hasłem “Ty też możesz zostać olimpijczykiem”. Spróbowałem, przeszedłem testy i już tydzień później pojechałem na pierwszy sprawdzian na lód do niemieckiego Winterbergu i tak już zostałem – wspomina Paweł Sarnecki.

    Testy do bobslejowej kadry są kilkustopniowe. Na początku należy zaliczyć skok w dal z miejsca, następnie bieg na 30 metrów z lotnego startu. Potem nagranie trafia do trenera Janisa Mininsa, który decyduje o tym, czy danego kandydata testować dalej, czy też już na pierwszym etapie mu podziękować. W przypadku Pawła Sarneckiego łotewski szkoleniowiec widział w nim potencjał i dlatego teraz ma okazję reprezentować Biało-Czerwonych.

    Explore more:  Kosmiczny rekord Polaka! Do takiego wyniku nikt się nawet nie zbliżył!

    Bobsleje w Polsce nie są szczególnie popularną dyscypliną i nie jest łatwo znaleźć odpowiednich ludzi do jej uprawiania. Nasz rozpychający uważa, że wynika to po części ze strachu, a po części z faktu, że po prostu niewiele osób w ogóle wie, czym jest ten sport. – Bobsleje nie przyciągają zbyt wielu osób. Ten sport jest mało popularny, a na dodatek wiele osób się boi. Jak mamy jakieś testy, przychodzi niewielu kandydatów, a jeszcze mniej się nadaje – ubolewa Sarnecki.

    Za nim debiut w Pucharze Świata, a także w Mistrzostwach Europy w Koenigsee, gdzie jednak nasza “czwórka” zajęła dopiero 13. Pozycję. Jak przyznaje Paweł Sarnecki, na taki rezultat złożyło się kilka czynników. – Nie za bardzo wyszedł nam ten start. Mamy przebudowany cały zespół, nie trenowaliśmy w takim ustawieniu i teraz brakuje nam zgrania i szybkości. Nie byliśmy też do końca przygotowani z płozami na takie warunki, jakie zastaliśmy w Koenigsee. Nie trafiliśmy też z numerem, bo w końcówce lód był totalnie roztopiony i nie dało się więcej urwać – opisuje reprezentant Polski. Sarnecki w poprzednim sezonie jeździł z pilotem Jakubem Stano i jak sam przyznaje, nie jest łatwo przestawić się na specyfikę jazdy z Mateuszem Lutym – Jeden i drugi ma swoje komendy i ciężko się zgrać. Brakuje też “objeżdżenia” razem.

    Najważniejszą imprezą w tym sezonie są mistrzostwa świata, które zostaną rozegrane w kanadyjskim Whistler. Wygląda jednak na to, że zobaczymy tam tylko polską “dwójkę”. Nasza “czwórka” na razie nie prezentuje się na tyle dobrze, aby móc rywalizować z najlepszymi, a koszty wyjazdu za ocean są na tyle duże, że Polski Związek Bobslei i Skeletonu zapewne nie zdecyduje się na ich start. Przed naszymi bobsleistami jednak kolejne cele. – Chcemy jak najlepiej wypaść w Pucharze Świata. Teraz udajemy się do Innsbrucka i tutaj będzie mała zmiana. W “czwórce” będziemy jechać z Jakubem Stano, dla którego będzie to debiut w PŚ. Trener chce, żeby zdobył jak najwięcej punktów, dzięki czemu w przyszłym roku będziemy mogli wystawić dwie polskie załogi – zdradza Sarnecki.

    Explore more:  Bjerringbro/Silkeborg – Orlen Wisła Płock wyniki i relacja

    Nasz rozpychający uprawianie bobslejów łączy także z grą w futbol amerykański. Od nowego sezonu będzie reprezentował drużynę Białe Lwy Gdańsk, występującą w lidze LFA 2. – Na pewno to dyscyplina bardziej popularna niż bobsleje i dużo szybciej się rozwija. Wcześniej trenowałem z Kraków Kings i zawsze słyszałem, że tam mógłbym się sprawdzić, wiodło mi się nieźle. Potem zobaczyłem ten słynny plakat na uczelni i stwierdziłem, że więcej mogę osiągnąć w bobslejach. Od kiedy mieszkam w Gdańsku, to stwierdziłem, że znów mogę pograć w futbol, bo treningi i wymagania są podobne. Trzeba mieć jednocześnie szybkość, dynamikę i siłę, szczególnie na mojej pozycji, czyli biegacza – opisuje Paweł Sarnecki.

    Młody bobsleista marzy o tym, by reprezentować Polskę na igrzyskach olimpijskich, choć droga do tego jest długa i pełna przeszkód. – Chciałbym jako bobsleista pojechać na zimowe igrzyska i mam nadzieję, że mi się to uda. To jednak ciężka sprawa, bo trudno jest pogodzić uczelnie, życie codzienne, treningi i pracę. Z bobslejów nie mamy pieniędzy i wszystko, co osiągamy, robimy na własną rękę – podsumowuje.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.

    Data utworzenia:.

    17 stycznia 2019, 15:00.

    Bài viết được đề xuất